25.02.2022 08:00 5 PM

Patroszy zwłoki ptaków nożem? Wiemy co robi tajemniczy naukowiec z Rumi

Śmieszka w pierwszej zimie życia/fot. Karol Sitz

Zabija i patroszy ptaki, rozrzuca truciznę dla psów, krzywdzi mewy, chodzi po mieście z nożem i może być niebezpieczny… Zamaskowany mężczyzna w kominiarce, ubrany w wojskowy plecak, niejednokrotnie widziany bez butów wabi niewinne ptaki, a potem… a potem je obrączkuje. Znamy prawdę o budzącym wiele kontrowersji naukowcu z Rumi.

Mieszkańcy Rumi zachodzą w głowę, kim jest podejrzany mężczyzna. Niestety dali się ponieść fantazji i swoimi wyobrażeniami podzielili się na forum rumskiej społeczności na Facebooku. Okazuje się, że specyficzny ubiór nie ma nic wspólnego ze złymi zamiarami, a mężczyzna po prostu wykonuje swoja pracę. Jest obrączkarzem i prowadzi badania dotyczące zimowania mew w miastach. Postanowiliśmy dowiedzieć się czegoś więcej o pracy, którą wykonuje i kim tak naprawdę jest.

Piotr Piliczewski to doktor w dziedzinie nauk ścisłych i przyrodniczych. Obecnie prowadzi badania na temat przebiegu zimowania mew w miastach i wpływu zimowania w miastach na mewy. Jest także obrączkarzem – chwyta i obrączkuje ptaki w celach badawczych. Poniżej rozmowa z rumianinem.

Skąd te kontrowersje. Czym się Pan zajmuje i na czym polegają badania?

Piotr Piliczewski: Chwytanie mew czy krukowatych do obrączkowania, czy chwilowe przetrzymywanie ich w worku, dla postronnej osoby wygląda bardzo drastycznie. Niektórym trudno uwierzyć, że można tak chwytać ptaki w celach naukowych. Stąd potem opowieści o ukręcaniu głów, czy mylenie mierzenia skrzydła linijką z patroszeniem zwłok nożem – nóż przy tego typu badaniach w ogóle nie jest potrzebny. Jest to jednak bezpieczne dla ptaka i powszechnie stosuje się tę metodę. Na kilkaset ptaków, które ja w ten sposób złapałem nie było ani jednego przypadku, żeby ptak doznał jakiegokolwiek uszczerbku na zdrowiu, nawet niewielkiego.

Na jakich zasadach działają obrączkarze?

My jako obrączkarze podlegamy pod Centralę Obrączkowania Ptaków Stacji Ornitologicznej Muzeum i Instytutu Zoologii Państwowej Akademii Nauk. Jesteśmy szkoleni, kończymy kurs, dostajemy zgodę Generalnej Dyrekcji Ochrony Środowiska na chwytanie w celach naukowych i obrączkowanie ptaków. Ptaki są obrączkowane w ramach określonych projektów badawczych. Mamy centralną bazę danych zaobrączkowanych ptaków, do której trafiają wszystkie dane. Obrączkarzy jest w Polsce jednak bardzo niewielu, zaledwie kilkuset i większość przypadków, gdy człowiek spotyka ptaka z obrączką, przypada na tzw. osoby postronne. To co każdy powinien robić to zgłaszać do bazy (https://ring.stornit.gda.pl/) przypadki zaobserwowania lub znalezienia ptaka z gatunku dziko żyjącego w Polsce z obrączką – poprzez formularz online, mailowo ([email protected]) lub telefonicznie +48 (58) 308-07-59 – to znaczy trzeba odczytać to co jest na obrączce i jej kolor i przekazać to do stacji. W tej sytuacji znalazca w ramach podziękowań dostanie historię tego ptaka. 90 procent wiedzy o ptakach, tej podstawowej np., że bociany zimują w Afryce, że łabędzie łączą się w pary na dłużej, a kosy częściej zmieniają partnerów, zaś sikory coraz wcześniej w sezonie wyprowadzają lęgi – te informacje uzyskujemy właśnie dlatego, że możemy dzięki obrączkom rozpoznawać konkretne osobniki ptaków, bez tego ptaki są dla nas anonimowe. Ogromną część tych informacji zdobywają przypadkowi obserwatorzy pojedynczych ptaków, choć są też oczywiście wyspecjalizowani odczytywacze obrączek.

Jak wyglądają obrączki i jakie dane dzięki nim naukowcy mogą zebrać?

Do niedawna ptaki znakowało się głównie obrączkami metalowymi, to jest bardzo stara metoda stosowana od końca XIX wieku. W tej chwili coraz więcej osób ma dobre lornetki, dobre aparaty, albo np. karmi mewy na parapecie. W tym momencie łatwo jest odczytać ptaka bez chwytania go, ale do tego celu lepiej nadają się tzw. znaczniki czy obrączki obserwacyjne – obrączki i znaczniki plastikowe w różnych kolorach. Na jedną nogę mewa dostaje obrączkę metalową, która jest dożywotnia, a na drugą obrączkę obserwacyjną, która jest mniej trwała, ale łatwa do odczytania przez osobę, która nie może mewy złapać, zresztą jest to też oczywiście lepsze dla ptaka. Z takich obrączek mamy na przykład 90 proc. historii życia konkretnych osobników mew. A te historie potrafią być głęboko fascynujące. Bez obrączkowania nigdy byśmy się np. nie dowiedzieli, że śmieszka, która została zaobrączkowana dwa lata temu w Rumi, w tej chwili kolejną zimę spędza we Włoszech, zaś inny odwiedzający Rumię osobnik tego gatunku w tej chwili przebywa w Budapeszcie. Krzyżówki, tak chętnie dokarmiane nad Zagórską Strugą, wiosną licznie odlatują na lęgowiska w Rosji, za to w większości są bardzo wierne miejscu zimowania. Chwytane przy moim ogrodowym karmniku sikory (bogatki i modraszki) z obcymi obrączkami były znakowane w Rosji, na Litwie, Łotwie, w Estonii i Niemczech, zaś pewien samiec czyża przyleciał do Rumi z Francji.

A jakie dane dotyczące mew interesują Pana najbardziej?

Badam generalnie trzy najpowszechniej zimujące w miastach gatunki mew – śmieszkę, mewę siwą i mewę srebrzystą. Chciałbym się między innymi dowiedzieć czy czas, który mewa spędza w mieście ma wpływ na jej życie, czy to jest pozytywne, że mewy wolą przebywać w miastach, czy wręcz przeciwnie to jest dla nich niekorzystne, bo jeżeli więcej czasu spędzają w miastach to krócej żyją. Maksymalna długość życia mew to jest ponad 30 lat, ale bardzo dużo osobników, jeżeli uda im się przeżyć pierwszą czy drugą w życiu zimę, dożywa przynajmniej 7-15 lat, czyli średnio żyją dłużej niż większość małych ptaków. Wolniej też się rozmnażają, dłużej dojrzewają, mają mniej piskląt.

To nie jedyne badania jakie Pan prowadzi?

Generalnie zajmuję się badaniami zoologicznymi potrzebnymi w celu pogodzenia interesów człowieka z ochroną przyrody oraz edukacją przyrodniczą. Przez szereg lat w Szczecinie zajmowałem się ptakami wróblowymi, to znaczy ekologią kosa i kwiczoła oraz wykorzystaniem karmników przez sikory, które zresztą do dziś są moimi ulubionymi ptakami. Wyniki tych badań właśnie opracowuję w celu ich publikacji. Prócz własnego, uczestniczę też w drugim projekcie, który jest koordynowany przez Warszawski Zespół Obrączkarski „Tridactylus” i w tym projekcie znakowane są krukowate, czyli sroka, kawka, wrona i gawron. Ptaki, które my często uznajemy za wszędobylskie, pospolite, a w przypadku gawrona wcale tak nie jest. Są bardzo inteligentne, przynajmniej niektóre mają nawet rozwiniętą samoświadomość podobną do ludzkiej, a jednocześnie o ich funkcjonowaniu w miastach wcale tak dużo nie wiadomo. Chcemy się na przykład dowiedzieć jaka jest przeżywalność wrony w miastach i jak wygląda biometria populacji wron zamieszkujących miasto, czyli jeżeli wrony się przystosowują do życia w miastach, to czy coś się zmienia w ich anatomii. Bardzo interesujące, a mało zbadane są wzajemne interakcje krukowatych i mew podczas zimowania.

Jaki jest obszar Pańskich badań? Wiemy, że można Pana spotkać między innymi w Rumi.

Działam na terenie województwa pomorskiego i zachodnio-pomorskiego w dużych miastach. W Rumi złapanie mewy wymaga znacznie więcej czasu niż np. w Gdyni. W ciągu roku jest zaobrączkowanych w Rumi kilkanaście do ponad dwudziestu osobników mew i krukowatych.

Kontrowersje i pytania wśród mieszkańców budzi Pana ubiór. Skąd się wziął?

Ja się tak po prostu ubieram od wielu lat, to jest w małym stopniu związane z obrączkowaniem, ale głównie z praktycznością, wygodą i odpornością na zabrudzenia i uszkodzenia oraz … niechęcią i nieumiejętnością do kupowania ubrań.

Dorosła mewa srebrzysta/fot. Piotr Piliczewski Wiadomość powrotna z obrączkowanej w Rumi krzyżówki/fot. Piotr Piliczewski Mierzenie mewy siwej/fot. Karol Sitz Przy pracy/fot. Karol Sitz Dorosła mewa siwa/fot. Karol Sitz Sosnówka/fot. Piotr Piliczewski Oznaczanie wieku u samca kosa obrączkowanego podczas zajęć edukacyjnych dla dzieci/fot. Piotr Piliczewski

Jak krok po kroku wygląda proces obrączkowania ptaka?

W przypadku obrączkowania mew i krukowatych w mieście najpierw rozkłada się pułapkę której nie widać, następnie wykłada się tam pokarm, a potem 10-25 m od tego miejsca się stoi. Bardzo często to samo w sobie wzbudza zaskoczenie i niepokój mieszkańców. Ja krzyczę z daleka, żeby odejść z jakiegoś miejsca np. z psem, bo tam coś jest, a ludzie tego nie widzą. Pułapka nie może być widoczna, krukowate są bardzo inteligentne, więc wszystko, co nowego zobaczą, jeżeli uznają to za zagrożenie, będą omijały, a mewy są bardzo ostrożne i jeśli zobaczą że krukowate czegoś się boją to tym bardziej będą tego unikać. . Wbrew pozorom zdarza się, że ptaki ją mimo wszystko widzą i potrafią ją omijać. Metoda łapania wygląda strasznie, ale jest całkowicie bezpieczna. Wiemy to także dlatego, że oznakowane ptaki są potem odczytywane, wiemy, że im się nic nie dzieje, szybko zaczynają się zachowywać jak przed złapaniem. Ptaka się wkłada do worka co ogranicza stres jego ale też i jego spłoszonych współtowarzyszy. Następnie po zebraniu pułapki, idzie się z nim na pobliską ławkę, zakłada mu się obrączki, mierzy się go, waży, czasem robi się zdjęcie skrzydła a potem wypuszcza się go. Oczywiście, że ptak jest przerażony, ogromnie się boi, jest to porównywalne ze stresem na widok np. atakującego drapieżnika, nieco jest on uspokajany przez umieszczenie w worku. Jeżeli to jest stres krótkotrwały, a przeważnie mewa jest łapana raz w życiu, to on jest w stanie to znieść, bo w końcu ataki drapieżników na stado mew zdarzają się regularnie, czasem, poza miastem, kilka razy dziennie. Generalnie dzikie zwierzęta są przystosowane do znoszenia krótkotrwałego silnego stresu zaś gorzej – długotrwałego i chronicznego, nawet lekkiego. Paradoksalnie mniej może zaszkodzić chwytanie i szybkie obrączkowanie, a bardziej – długotrwały nacisk np. nieświadomego niepokoju fotografa w pobliżu miejsca lęgowego. Dane, które uzyskujemy dzięki temu, że ptak jest rozpoznawalny jako osobnik to rekompensują. Mało tego, takie gatunki jak gawron czy mewa siwa to są gatunki, które w Polsce silnie zmniejszają liczebność. W ten sposób dane z obrączkowania i odczytywania obrączek bezpośrednio mogą polepszyć ochronę gatunków zagrożonych.

Jak należy się zachować w przypadku gdy zauważymy obrączkarza w mieście?

Jeżeli widać, że ktoś obrączkuje, czy mówi ze chwyta w tym celu - należy reagować na jego polecenia, absolutnie nie należy podchodzić blisko bez pytania, zwłaszcza z psem. Nigdy, nie należy krzyczeć na osobę, która trzyma ptaka, zwłaszcza nad ptakiem, ani tym bardziej jej atakować, to niczego nie zmieni, a jest to dodatkowy stres dla ptaka. Podczas chwytania i obrączkowania ptak nie jest zagrożony, obrączkowanie nie jest męczeniem, nie jest szkodzeniem, jest obrączkowaniem. Nierozumna interwencja, puszczony luzem pies, przeszkadzanie obrączkarzowi, zwłaszcza próba odebrania ptaka to przedłużanie czasu jego przetrzymywania, generowanie dodatkowego stresu i realne zagrożenie dla niego. Nawet jeśli obrączkarz bardzo by chciał, nie zawsze schwytanego ptaka da się od razu wypuścić, a odlot z pułapką skończy się jego zaplątaniem i śmiercią! Na szczęście nieprzyjemne dla ptaków sytuacje generowane przez bezmyślność ludzi zdarzają się, przynajmniej mnie, skrajnie rzadko. Znacznie więcej osób podchodzi z życzliwym zainteresowaniem, wtedy zawsze zapraszam do edukacji, przy jej okazji można np. poprosić o okazanie licencji którą obrączkarze podczas badań noszą zawsze przy sobie. Wbrew temu co wydaje się po lekturze mojej strony, najczęstszą reakcją na obrączkarza jest ignorowanie go, następnie życzliwe zainteresowanie i ciekawość, postawy niechętne są rzadkie i niestety najczęściej podyktowane uprzedzeniami wobec ptaków.


Pewne szczegóły na temat obrączkowania i badań można znaleźć na stronie na Facebooku → https://www.facebook.com/komandoblacha. Jest to dość unikalne spojrzenie na obrączkowanie, gdyż prezentuje postawy i zdarzenia zaskakujące, nietypowe, zabawne - jego postrzeganie z ludzkiego, socjologicznego, punktu widzenia.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24