24.04.2020 20:19 5 mike/Norda FM

Polka o życiu w Barcelonie: ‘Nie można było wychodzić nawet do pracy’

Źródło: Martyna Zienkiewicz/Facebook

Tysiące osób zakażonych koronawirusem, poczucie strachu i niepewności, ale też duża dyscyplina społeczna, mimo surowych obostrzeń. Tak wygląda codzienność w stolicy Katalonii, która zamarła, walcząc ze śmiertelnym zagrożeniem. O tym, jak wygląda życie w Barcelonie, opowiedziała na antenie radia Norda FM Martyna Zienkiewicz, rodowita rumianka, która od wielu już lat mieszka i pracuje w Hiszpanii.

Jak podawały w piątek (24 kwietnia) źródła medyczne, liczba osób zarażonych koronawirusem w Hiszpanii przekroczyła już 220 tysięcy. Z powodu COVID-19 zmarło tam ponad 22,5 tysiąca osób. Te liczby robią wrażenie. Hiszpania jest drugim – po Stanach Zjednoczonych – krajem świata, w który pandemia uderzyła najboleśniej. I chociaż pocieszać może fakt, że wyzdrowiały ponad 92 tysiące chorych, daleko tutaj do normalności. Co więcej, mieszkańcy tego kraju muszą zmagać się z poważnymi niedogodnościami życia codziennego.

Wydaje mi się, że Hiszpania jest krajem najbardziej restrykcyjnych obostrzeń. Zaraz po Włoszech, była drugim państwem z ogromną eksplozją koronawirusa. Od 21 marca liczba ofiar praktycznie nie spada tutaj poniżej 300 dziennie. W szczytowych momentach było to nawet 900 osób dziennie – mówi Martyna Zienkiewicz, rodowita rumianka, która już od lat mieszka w Hiszpanii.

O ile w Polsce zaleca się unikanie dużych skupisk ludzkich, ale można już pójść na spacer, o tyle w Hiszpanii jest to niemożliwe. Można wyjść z domu jedynie do sklepu spożywczego, i to nie do każdego, albo do apteki. Po tym względem nie ma wyjątków.

Tydzień temu nie można było wychodzić nawet do pracy. Praktycznie mieliśmy dwa tygodnie zupełnego przestoju – zaznacza pani Martyna. – Jeśli chcemy iść do supermarketu, musi być to najbliższy sklep. Nie ma mowy, że wyjdziemy z domu tylko po to, by sobie pospacerować. Policja sprawdza rachunki ze sklepów, jest pełna kontrola pod tym względem – dodaje.

Wielu specjalistów wskazuje na to, że przyczyną dramatycznej sytuacji epidemicznej w Hiszpanii jest fakt, iż zlekceważono wzrost liczby zachorowań, gdy był on jeszcze relatywnie niewielki. Podobnego zdania jest rozmówczyni radia Norda FM.

Na początku trochę zignorowaliśmy zagrożenie – nie było żadnych norm. Później był wybuch epidemii, a służba zdrowia przestała sobie radzić z tą sytuacją. Były budowane szpitale polowe, trzeba było improwizować… – wspomina pani Martyna.

Jak mieszkańcy Hiszpanii znoszą żelazną dyscyplinę i uciążliwe ograniczenia? Okazuje się, że większość traktuje obowiązujące zalecenia bardzo poważnie, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Duże znaczenie w tym względzie ma przekaz medialny.

Wszystkie znane osoby w mediach wspierają akcję, by zostać w domu. Łamanie zasad raczej jest źle widziane. Jest ogólna mobilizacja. O godzinie 20:00 wszyscy biją brawo na balkonach służbie zdrowia, i to już od ponad miesiąca, gdy się zaczęła kwarantanna. To robi niesamowite wrażenie i buduje poczucie solidarności – podkreśla Martyna Zienkiewicz.

Oczywiście uciążliwy reżim sanitarny nie ułatwia życia, jednak świadomość, że dziennie umierają z powodu wirusa setki osób, działa mobilizująco. Zresztą ograniczenia dotyczą nie tylko przyjemności, takich jak możliwość spaceru czy wyjścia do restauracji, ale i obowiązków obywatelskich. Okazuje się, że Polacy mieszkający w Hiszpanii najprawdopodobniej nie będą mogli zagłosować w wyborach prezydenckich, które zaplanowano na 10 maja.

Odkąd skończyłam 18 lat, zawsze brałam udział w wyborach. Póki co, na stronie konsulatu polskiego jest wiadomość, że trzeba iść głosować osobiście. Na razie nie ma takiej możliwości, żeby dopuściła do tego hiszpańska policja – potwierdza rodowita rumianka.

Czego Polacy mogą się nauczyć od Hiszpanów? Na pewno przyda się nam lekcja czujności i dyscypliny, która czasami bywa kwestionowana w naszym kraju.

Trzeba być czujnym, to na pewno. Gdy usłyszałam, że Polska w miarę wcześnie wprowadza obostrzenia, to się ucieszyłam. Krzywą koronawirusa da się opanować w ten sposób, że nie będziemy mieli ze sobą kontaktu. Trzeba też zwracać uwagę na higienę, na dezynfekcję. Śledzę liczby w Polsce i mam nadzieję, że sytuację szybko uda się opanować. Nie byłoby dobrze, gdyby wymknęła się ona spod kontroli poprzez nadmierne poluzowanie ostrożności wobec samych siebie i innych – podsumowuje Martyna Zienkiewicz.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24