21.09.2019 09:02 0 Kwt/Siepomaga.pl

Walczy, aby dalej żyć. Pomóc może jedynie drogi, nierefundowany lek

źródło: siepomaga.pl

Z rakiem nauczyła się żyć, towarzyszy jej przez połowę życia. Pani Dorota nie pamięta już czasu, kiedy była zdrowa. W 1993 roku zdiagnozowano u niej raka piersi. Jej historia zaczęła się niepozornie. Praktykant wręczył jej kopertę z wynikami i wyszedł jak gdyby nigdy nic się nie wydarzyło. Pani Dorota jechała do domu rowerem i postanowiła przeczytać wynik, wtedy przeżyła szok. Żyje nadal dzięki ogromnej woli, jednak ostatnim ratunkiem jest nierefundowany lek.

Pani Dorota już nie chodzi, ma kręgosłup zniszczony przez chemię. Ciągle jednak jest nadzieja, a po 26 latach walki z rakiem to ona trzyma przy życiu najbardziej.

Żyję, nadal żyję dzięki ogromnemu uporowi i woli życia, choć wszyscy przewidywali, że już dawno mnie tu nie będzie… Rak – gdy słyszymy te słowa, to jak byśmy usłyszeli wyrok. Ja walczę od lat, moje dzieci nie pamiętają mamy zdrowej. Dużo wycierpiałam, także przez zaniedbania lekarzy… Teraz jednak jest bardzo źle i sama nie dam rady – wyjaśnia chora kobieta.

Leczenie od początku było trudne. Na chwilę udało się zwyciężyć, chora otrzymała 9 lat spokoju. Zdążyła urodzić i odchować dzieci. Potem rak wrócił ze zdwojoną siłą.

Bałam się, jak sobie poradzę z trójką małych chłopców… Piotrek, Marek i Tomek tak bardzo potrzebowali mamy, a ja nie miałam siły. Leżałam poturbowana przez raka, przez operacje i ciężkie leczenie… Jakoś jednak udało mi się to przetrwać. A potem nowotwór zmutował… Niestety, nie miałam szczęścia do lekarzy. Podczas jednej z operacji nie wycięli mi marginesu, rak został w łopatce i prawdopodobnie przez to uległ mutacji, a potem się rozsiał. Za to mięsień, który został wycięty, okazał się czysty… Oczywiście nie usłyszałam nawet "przepraszam". Chociaż co mieli powiedzieć? "Przepraszam, że zniszczyliśmy pani życie i pewnie przez to pani umrze?" – wyjaśnia mieszkanka Trójmiasta.

Panią Dorotę ratowały badania kliniczne – bez nich, bez leków niedostępnych w kraju, już by jej nie było wśród żywych. Potem jednak i one przestały działać, a rak się uodpornił. Chora szukała wszystkich dostępnych metod leczenia, które pochłonęły bardzo dużo pieniędzy. Niestety, teraz już nic nie pomaga, nowotwór szaleje.

Lekarze rozkładają ręce i nie wiedzą, co jeszcze mogą mi podać. Rak został, a mój organizm jest skrajnie wycieńczony. Jedynym ratunkiem dla mnie jest terapia genowa – bardzo droga, niedostępna w Polsce. To ogromna nadzieja, bo okazało się, że mój rak ma mutację, na którą ta terapia działa! Niestety, lek trzeba sprowadzać aż z USA… Miesięczny koszt kuracji wynosi dwadzieścia tysięcy dolarów. A ja potrzebuję kuracji przynajmniej przez 6 miesięcy. Ja jeszcze widzę horyzont… Czasami się zaciera, ale wtedy wchodzę jeszcze wyżej, by go dostrzec. O swoim raku wiem już więcej niż niejeden lekarz – informuje Pani Dorota.

Mieszkanka Trójmiasta w ciągu 26 lat choroby przeszła już wiele. Jej synowie dorastali żyjąc ze świadomością, że ich mamy może w każdej chwili zabraknąć. Pani Dorota marzy, aby doczekać dnia, gdy zostanie babcią. Jej organizm jest wycieńczony, jednak wierzy że i tym razem uda się przezwyciężyć kryzys.

Tak wiele razy mówili mi, że zostało mi niewiele czasu, a ja trwałam na przekór wszystkiemu! Wierzę, że i tym razem tak będzie! Jeśli tylko znajdzie się ktoś, kto pomoże mi wykorzystać ostatnią szansę na życie… O to z całego serca proszę – dodaje chora na raka mieszkanka Trójmiasta.

źródło :siepomaga.

źródło: siepomaga.pl

źródło: siepomaga.pl

źródło: siepomaga.pl


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...

Chcesz przeczytać więcej?

Wyłącz adblocka.

Dziękujemy :)


ODBLOKUJ NADMORSKI24