06.07.2018 14:05 0 mike

Depeche Mode – legenda ma się znakomicie

Źródło: Open'er Festival/Facebook

Rasmentalism, Ørganek, MØ, Massive Attack, ale przede wszystkim – Depeche Mode. Tych artystów można było podziwiać na głównej scenie Open'er Festival 2018 podczas drugiego dnia koncertowego (5 lipca). I chociaż poziom wszystkich koncertów był wysoki, legenda Depeche Mode przyćmiła blask innych gwiazd, nie tylko na półtorej godziny trwania występu.

Wiadomość o występie Depeche Mode na festiwalu Open'er zelektryzowała fanów tej formacji już w grudniu ubiegłego roku. I trudno było się temu dziwić. Zespół, który wydał swoją pierwszą płytę w 1980 roku, ma status kultowego. Był inspiracją dla całych pokoleń i wciąż tak jest. Nadal Depeche Mode to nie tylko muzyka, ale poezja, stylizacja, a wręcz sposób życia. Albo może raczej – metoda na życie. Niewiele zespołów w historii współczesnej muzyki może się poszczycić takim wpływem na kulturę popularną.

Trzeba przyznać, że występy wszystkich artystów przed godziną 22:00 mogły się podobać. Dzień koncertowy na dużej scenie rozpoczął bardzo entuzjastycznie i optymistycznie Rasmentalism. Można było jednak odnieść wrażenie, że publiczności było nieco mniej niż w środę (4 lipca). Również Ørganek nie zawiódł oczekiwań, prezentując mocne brzmienie i dużą dawkę energii scenicznej. Godny uwagi był także występ – artystki, która w Polsce (i nie tylko) cieszy się dużą popularnością. Na jej korzyść przemawiał niepowtarzalny wokal i doskonały kontakt z publicznością. W trakcie występu pojawiły się drobne problemy techniczne, ale nie wpłynęły one na całokształt udanego koncertu.

To wszystko było jednak przystawką przed daniem głównym, czyli koncertem Depeche Mode. W zasadzie od godzin popołudniowych wciąż przybywało fanów na teren festiwalu. Wielu z nich nie ukrywało, że specjalnie po to wybrali się do Gdyni.

Napięcie sięgnęło zenitu przed godziną 22:00. Trzeba jednak przyznać, że starsi miłośnicy Depeche Mode mogli na początku występu czuć się lekko rozczarowani. Powód był oczywisty – zbyt mało klasycznych kompozycji, z przewagą nowych utworów, które jeszcze nie zyskały statusu kultowych. Później było już jednak tylko lepiej.

Martin Gore, Dave Gahan i Andrew Fletcher nie tylko zaprezentowali wspaniały show sceniczny, ale i porwali rekordowo liczną publikę. Hitem był jedyny w swoim rodzaju „I Just Can't Get Enough” z refrenem odśpiewanym przez tysiące fanów. Nie mogło oczywiście zabraknąć entuzjastycznie przyjętego „Personal Jesus” – jednego z bardziej rozpoznawalnych utworów lat 80. Zagrany na bis hit „Enjoy the silence”, w wydłużonej wersji, oznaczał już prawdziwe szaleństwo, które ogarnęło niemal wszystkich na widowni, niezależnie od wieku.

Podsumowując, fani kultowego Depeche Mode nie mieli prawa czuć się zawiedzeni. Kompilacja najlepszych doznań z lat 80. i 90. powróciła na festiwalu w pełnym blasku. Kto nie mógł tego doświadczyć na żywo, naprawdę ma czego żałować.

Półmetek Open'er Festivalu wskazuje, że niezależnie od poziomu kolejnych występów, jest to wyjątkowo udana edycja tej imprezy. Pod wieloma względami rekordowa i niezapomniana.


Czytaj również:

Najlepsza letnia impreza w mieście
Trwa Wczytywanie...