12.03.2018 13:28 25 mike

Rocznica wyzwolenia czy ponownego zniewolenia?

Fot. TTM

Dzień 12 marca 1945 roku na trwałe zapisał się w historii Wejherowa. Wówczas połączone siły polskie i radzieckie wyparły niemieckiego okupanta. Takie są fakty obiektywne. I chociaż minęły 73 lata od tego wydarzenia, nadal nie brakuje kontrowersji, czy należy tego dnia świętować. Nie da się bowiem ukryć, że przemarsz Armii Czerwonej wiązał się z falą okrucieństw, a samo wyzwolenie spod hitlerowskiej okupacji stało się zaczątkiem nowej niewoli – tym razem sowieckiej.

Oficjalne uroczystości z udziałem władz Wejherowa odbyły się w poniedziałek (12 marca), w Parku Kaszubskim, pod czołgiem przy ulicy Strzeleckiej, który poświęcono żołnierzom I Brygady Pancernej poległym w walce o wyzwolenie Pomorza oraz na cmentarzu. Kwiaty złożono m.in. na grobach żołnierzy I Morskiego Pułku Strzelców.

Dzisiaj przychodzimy na cmentarz, żeby podziękować wszystkim tym, którzy oddali to, co najcenniejsze, czyli własne życie, za Polskę – mówi Krzysztof Hildebrandt, prezydent Wejherowa. – To prawda, że na prawdziwą wolność musieliśmy zaczekać aż do 1990 roku, ale był to już kolejny etap historii – dodaje.

Koniec II wojny światowej był czasem wielkich nadziei, zwłaszcza że okrucieństwo hitlerowskiego okupanta nie miało precedensu. Wejherowo znajdowało się pod okupacją niemiecką od 9 września 1939 roku. Przez pięć lat wojny Polacy byli skazani na zagładę, czego dobitnym, choć nie jedynym przykładem była zbrodnia w Lasach Piaśnickich.

Po latach wyniszczającej wojny mieszkańcy uwierzyli w zmiany, pragnąc spokoju i bezpieczeństwa. Szybko się okazało, jak bardzo się mylili. Sowieci, kierując się na Berlin, niosąc tzw. wyzwolenie, okazali się kolejnymi oprawcami, a marzenia o wolności legły w gruzach – komentuje Marcin Drewa, wejherowski radny.

Wśród wyzwolicieli Wejherowa byli nie tylko sowieci, ale i polscy żołnierze, którzy przemieszczali się wraz z Armią Czerwoną z terenów Związku Radzieckiego. Wielu z nich szczerze wierzyło w odzyskanie wolności i wielu poległo, walcząc z Niemcami. Niemniej samo wyzwolenie stało się koszmarem dla ludności cywilnej, przede wszystkim za sprawą sowietów. Traktowali oni wyzwalane miasta – i ich mieszkańców – jak łupy wojenne.

Według relacji świadków, czerwonoarmiści kradli wszystko, co udało im się znaleźć. Wypędzali Polaków z ich domów, a co najgorsze – dopuszczali się gwałtów na kobietach, często bardzo młodych – podkreśla Marcin Drewa.

Mieszkańcy Wejherowa, słysząc wieści o zbliżaniu się żołnierzy sowieckich, byli przekonani, że wyzwolą oni miasto spod niemieckiej okupacji, przychodząc ze wschodu, to znaczy od strony Gdańska i Gdyni, ale stało się zupełnie inaczej, ponieważ wojska sowieckie stanęły 11 marca 1945 szerokim frontem z zachodniej strony miasta – wspomina Edmund Mehring, mieszkaniec Wejherowa, świadek wyzwolenia.

Kolejne lata po wyzwoleniu, aż do śmierci Stalina w 1953 roku, to najczarniejszy okres we współczesnej historii Polski. W katowniach UB ginęły setki Polaków, których podejrzewano o działania dywersyjne i próbę obalenia władzy. Taki los spotkał też licznych patriotów, których podczas II wojny światowej walczyli z niemieckim okupantem, m.in. w szeregach Armii Krajowej.

W 1945 roku nie uzyskaliśmy wolności. Mimo ogromnych starań wszystkich walczących, ta wolność nie nadeszła. Wpływ Związku Radzieckiego był na tyle duży, że zginęło wówczas bardzo dużo osób. Wejście wojsk radzieckich do Wejherowa też było tragiczne, bo cała pierzeja północna rynku została spalona. Żołnierze radzieccy, przede wszystkim z dalekiego Wschodu, bardzo źle się zachowywali. Dla nich te tereny były już praktycznie niemieckie – dodaje Krzysztof Hildebrandt.

Uważam, że gloryfikowanie dnia 12 marca jako dnia wyzwolenia, w obliczu tych wydarzeń jest nieporozumieniem i nie powinno mieć miejsca. Pomódlmy się za dusze tych, którzy zginęli, nie świętując w tym dniu – podsumowuje Marcin Drewa.


Czytaj również:

Trwa Wczytywanie...